Na bursztynowym szlaku

Znowu będę marudzić… Wszystko przez książkę, która zauroczyła mnie swoją urodą, starannością wydania, bogactwem i odmiennością ilustracji. Piękna szata graficzna i doskonała autorka Grażyna Bąkiewicz — czegóż chcieć więcej? Przynieśliśmy książkę z biblioteki, zaczęliśmy czytać, a ja do tej pory nie mogę się pogodzić z tym, co przeczytałam. Miałam nadzieję na wspólną przygodę z Piotrem na bursztynowym szlaku, a zamiast tego targają mną wątpliwości i przekopuję się przez strony poświęcone historii, by znaleźć odpowiedzi na pytania syna.

Może od początku. „Bursztynowy szlak” Grażyny Bąkiewicz z pięknymi ilustracjami Ewy Beniak-Haremskiej (mnie kojarzą się one z ilustracjami Wiesława Majchrzaka) to jedna z nowych pozycji Wydawnictwa Literatura w serii „A to historia”. Grażyna Bąkiewicz i Beata Ostrowicka przygotowały książki przeznaczone dla młodszych czytelników — wydawnictwo rekomenduje je dla dzieci od piątego roku życia. Znakiem rozpoznawczym nowych pozycji jest wycięte w okładce zwieńczone łukiem okienko.

Bursztynowy szlak

Książki Grażyny Bąkiewicz biorę z półki właściwie w ciemno. Bardzo lubimy jej półkomiksową serię o polskich władcach wydawaną przez Naszą Księgarnię, powieść o Bezprymie wywarła ogromne wrażenie zarówno na mnie, jak i na Tymku. Autorka nauczyła mnie, że jej opowieści są dopracowane, przemyślane i mądre, że pokazują historię żywą, czujących ludzi i konieczność znajdowania odpowiedzi na czasami niełatwe pytania. „Bursztynowy szlak” całkowicie mnie zaskoczył i przyznaję, że kompletnie tej opowieści nie rozumiem.

Historia jest prosta, ładnie napisana i dopasowana do młodszego odbiorcy. Mamy dwóch dziecięcych bohaterów. Lisyniusza, ośmiolatka, którego ojciec, rzymski kupiec, zabiera w niebezpieczną wyprawę po jantar, bogactwo północnego morza. W nadbałtyckiej wiosce po drugiej stronie tej drogi mieszka ośmioletni Farko, syn rybaka. Od początku wiadomo, że chłopcy się spotkają. Niewiele dowiadujemy się o podróży Lisyniusza: była długa, trudna i niebezpieczna. Życie Farko poznajemy trochę lepiej: mieszka z rodzicami w rybackiej wiosce i choruje na morzu, czego nie może zrozumieć nikt z jego otoczenia.  Kiedy kupcy przyjeżdżają do wioski, dochodzi do wymiany towarów: żelazo za skarby bałtyckiej plaży, okruchy pałacu bogini Juraty.

Bursztynowy szlak

Tutaj pojawił się pierwszy zgrzyt. Mamo, a czemu oni wymieniają bursztyn na żelazo? Przecież Pani w muzeum powiedziała… No tak, Piotruś wytrwale kibicował jakiś czas temu rozbijaniu dymarki i uważnie słuchał opowieści o świętokrzyskich metalurgach. Zaczęłam więc szukać, co wymieniali Rzymianie za jantar i ku swojemu zdumieniu żelaza na tej liście nie znalazłam. Pojawiały się na niej tkaniny, ceramika, biżuteria, wyroby z brązu… Jestem jednak w stanie przyjąć żelazo jako pewien symbol bogactwa i rozwoju cywilizacyjnego. Wszyscy nosimy w sobie przekonanie, że żelazo było obiektem pożądania.

Potem pojawił się drugi zgrzyt, znacznie poważniejszy. Otóż ojciec oddaje Rzymianom Farka za garść żelaznych gwoździ, a na dodatek chłopiec dodaje do tej wymiany znaleziony na plaży bursztyn. W tym momencie coś się we mnie zbuntowało. To prawda, rodzice mogli sprzedawać swoje dzieci, ale chyba nigdy nie robiono tego „ot tak” i bez wyższej konieczności. Niewolnictwo i los niewolników był doskonale znany plemionom zamieszkującym tereny dzisiejszej Polski. Naukowcy spierają się, czy Słowianie i ludy zamieszkujące te obszary przed nimi handlowali ludźmi, ale niewolnicy istnieli. Ich los nie był godny pozazdroszczenia i raczej wszyscy mieszkańcy tych terenów byli tego świadomi. Nie wiem, czy jakikolwiek ośmiolatek z czasów przedsłowiańskich mógł marzyć o życiu niewolnika jako sposobie na wyrwanie się z rodzinnej wioski. Pomijam już tutaj zdumienie mojego syna, który nie mógł pojąć, że jakiś rodzić proponuje swoje dziecko za garść gwoździ, ot tak. Rozumiem, inne czasy, inne podejście do dzieci, inny proces dorastania… Można na ten temat długo, ale dla mnie ten wątek jest po prostu w książce niepotrzebny i nie wiem, czemu ma służyć. Podkręceniu akcji?

Nie dowiadujemy się niczego o dalszych losach Farko, jak pisze autorka „to zupełnie inna historia”. Nie mam ochoty na takie wytłumaczenie, bo nie rozumiem, dlaczego sprzedaż dziecka musiała być elementem opowieści o bursztynowym szlaku przeznaczonym dla małych dzieci. Po co? Czy sama opowieść o wędrówce w poszukiwaniu bogactw, o zderzeniu różnych kultur by nie wystarczyła? „Bursztynowy szlak” to prosta historia, zawierająca niewiele informacji, bo przeznaczona dla najmłodszych czytelników, a ten motyw wprowadza w ich głowach niepokój i bałagan. Mamo, to na bursztynowym szlaku handlowano ludźmi? Chyba nie o taki efekt chodziło. A może ktoś odebrał tę książkę inaczej i potrafi pokazać mi sens tej historii?

Grażyna Bąkiewicz, Bursztynowy szlak, il. Ewa Beniak-Haremska, Literatura 2017

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s