Leć, Dziadku, leć!

Przeczytałam w końcu „Wielką ucieczkę Dziadka” Davida Walliamsa, długo po moim synku, który połknął ją jednym tchem i gorąco mnie namawiał do lektury. Dobrze, że się dałam skusić. 

Wielka ucieczka dziadka

„Wielka ucieczka Dziadka” to, moim zdaniem, najlepsza, najdelikatniejsza i jak zwykle bardzo wciągająca książka Walliamsa. Akcja pędzi i nawet dorosły czytelnik z wypiekami na twarzy ma ochotę jak najszybciej przekręcać strony, aby dowiedzieć się, co będzie dalej. Na kartach powieści, też jak zwykle u Walliamsa, przewija się mnóstwo charakterystycznych, karykaturalnych postaci: od rodziców głównego bohatera po siostrę Wieprzyk i straszny personel domu spokojnej starości „Zmierzch życia”. Najważniejsze postacie książki zostały za to przez autora potraktowane wyjątkowo łagodnie: są zabawne, czasami śmieszne, ale odmalowano je z dużą czułością.

W „Babci Rabuś” Walliams zajmował się relacją wnuka i Babci, w „Wielkiej ucieczce Dziadka” na głównym planie znajduje się wnuczek, Jack, którego najlepszym przyjacielem jest Dziadek, emerytowany pułkownik lotnictwa, bohater bitwy o Anglię. Dziadek i Jack od zawsze stanowili dobraną parę, opowieści Dziadka sprawiły, że Jack zaczął interesować się lataniem, konstruować modele samolotów i marzyć. Ich relacja jeszcze się pogłębiła, gdy Dziadek zaczął mieć problemy z pamięcią, choć zachował doskonałą sprawność fizyczną — osuwał się w coraz dalszą przeszłość, aż w końcu zaczął uważać, że ciągle trwa wojna. Jack stał  się jedyną osobą, która potrafiła do Dziadka dotrzeć.

Nikt dorosły (może z wyjątkiem sklepikarza Raja) nie dostrzegał wyjątkowości Dziadka — tato Jacka bardzo kochał swojego Ojca, ale miał coraz większe problemy z okazywaniem uczuć i sprzeciwianiem się swojej żonie, sprzedawczyni w dziale z serami. Inni ludzie widzieli tylko problem, i nawet trudno im się za bardzo dziwić, Dziadek potrafi narozrabiać. Zbieg wielu różnych wydarzeń sprawia, że Dziadek trafia do domu dla niechcianych staruchów „Zmierzch życia”. I wbrew zapewnieniom siostry przełożonej Wieprzek, nie jest to dobre miejsce do życia dla staruszków. Dalej przeczytajcie sami 🙂

Przyznaję, że „Wielka ucieczka Dziadka” zaskoczyła mnie delikatnością w przedstawianiu starości i uczuć między Dziadkiem i wnuczkiem. Żeby jednak nie było zaskoczenia: to książka Davida Walliamsa, jest w niej wiele karykaturalnych portretów strasznych osób, wiele groteskowych sytuacji i mnóstwo okazji do mało wybrednych żartów — choć chyba mniej niż w „Szczuroburgerze” czy „Babci Rabuś”. Czytelnik wiele raz się uśmiechnie, będzie miał okazję wybuchnąć śmiechem, ale będą też momenty, gdy ściśnie go serce i w oku pojawi się łza. W tle tej historii czuć smutek i tęsknotę za Dziadkami oraz przekonanie, że nie potrafimy zapewnić seniorom odpowiedniego miejsca w naszym świecie, że powierzamy ich ludziom, którzy nie zasługują na zaufanie, że patrzymy na pozory, a nie chcemy spojrzeć na to, co za nimi się kryje. Dużo znalazłoby się w tej książce tematów do rozmów i do zastanowienia. 

Najważniejsze przesłanie jest jedno: dbajmy o dziadków, zdaje się mówić Walliams, słuchajmy ich i cieszmy się nimi, póki są. A jeśli naprawdę ich kochamy, to oni nigdy nie znikną z naszego życia. Świetna książka!

Dawid Walliams, Wielka ucieczka Dziadka, Mała Kurka 2016

Reklamy