Książki z półki Prababci

Tak właściwie to nie wiadomo, co czytała Prababcia jako dziecko. Urodziła się już w wolnej Polsce, w której rozkwitła literatura po polsku, także ta przeznaczona dla dzieci. Jakie nowości docierały do małego podlaskiego miasteczka? Trudno powiedzieć. Babcia znała twórczość Prusa i bajki Konopnickiej (czasami katowała wnuki swoją ulubioną sierotką Marysią, która jakoś nie trafiła w nasze gusta), znała umoralniającą literaturę wydawaną przez wydawnictwa katolickie. Lubiła „Śpiewy historyczne” Juliana Ursyna Niemcewicza, których uczyła się w szkole (a przynajmniej tak mówiła). Na pamięć znała mnóstwo wierszyków: Jana Brzechwy, Ewy Szelburg-Zarembiny, zabawnych dziecięcych piosenek i rymowanek. Zostało po niej dużo książek, które ogromnie kochała, ale tylko kilka z nich to książki z jej młodości. 

Co stało na jej półce, gdy była dzieckiem? Na pewno były tam dwie książki, które teraz ostrożnie pokazuję swoim synom. Trzeba się z nimi obchodzić delikatnie, żeby nie pogubić luźnych stron, bo klej przestał trzymać, a nici się przetarły.

„Jaśko z Mirachowa” Jana Grabowskiego (Nasza Księgarnia, 1925 r.) to — ku mojemu zdumieniu — polska wersja bajki o Jasiu i magicznej fasoli, choć w tej wersji mamy bób. Zły olbrzym to Hrolf, półdziki, z Niemcami skumany, terroryzujący ziemię. 

Jaśko z Mirachowa

 Nie wiem, kto narysował ilustracje. Nie ma tej informacji na kartach książki, choć na stronie tytułowej znalazła się informacja, że rysunków jest 20. Pewnie była to ważna informacja dla czytelnika.  

Jaśko z Mirachowa

Jaśko z Mirachowa

Jaśko z Mirachowa

Jaśko z Mirachowa

Druga książka to „Baśnie kaszubskie” Zuzanny Rabskiej z ilustracjami Molly Bukowskiej (Wydawnictwo M. Arcta, 1925 r.). 

Baśnie kaszubskie

Baśni jest trzynaście: o zatopionym mieście, o helskich dzwonach, o gdańskim zegarze, o stolemach, o Bugdalu i o drewnianym koniu… Język tych bajek dzisiaj wydaje się trochę staroświecki i może być świadectwem tego, jak przez lata zmieniała się polszczyzna.

Przed laty, w tem mieście cudownem, pochłoniętym przez morze, rozkwitał przemysł i handel, a to dzięki temu, że ludzie, zamieszkujący to miasto, byli pracowici i wytrwali i każdy ich wysiłek zmierzał do tego, by wzrastał dobrobyt miasta, by ono było piękne i kwitnące, jak mało które miasto na świecie. Okręty zwoziły z Indyj, Chin, Turcji i Afryki wszystko to, co potrzebne było ludziom do zbytkownego, bogatego życia, a więc: tkaniny jedwabne, dywany cenne, kość słoniową, klejnoty i naczynia ze złota i srebra.

Różnicę widać, ale nie przeszkadza ona w odbiorze bajki. 

Piękne są ilustracje Molly Bukowskiej, dla mnie bardzo młodopolskie, sepiowe i przykuwające uwagę.

Baśnie kaszubskie

Baśnie kaszubskie

Baśnie kaszubskie

Baśnie kaszubskie

Baśnie kaszubskie

Niewiele udało mi się znaleźć informacji o tej ilustratorce. Prace Molly Bukowskiej pojawiają się czasami na aukcjach. Wiadomo, że urodziła się w 1883 r. i zilustrowała wiele książek dla dzieci. Moje dzieci mogły poznać ją dzięki swojej Prababci, cudownej, ciepłej i mądrej Babci Krysi, która dbała o każdą kartkę i nie pozwalała wyrzucać nawet najbardziej zniszczonych książek. To dzięki niej mogę czasami sięgać w przeszłość.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s