Roald Dahl, „Matylda” – i co z tego wynikło

„Matyldę” wyciągnęłam z półki w przypływie rozpaczy. Tymek było chory i straszliwie marudził. Nie mógł sam czytać, nie miał ochoty niczego słuchać, generalnie życie było paskudne. Chciałam poczytać mu coś, czego nie zna on — i nie znam ja, to było moje pierwsze spotkanie z akurat tą książką Roalda Dahla. Tak, tak, ciągle czytamy książki naszemu dziesięcioletniemu synowi — nie tylko wtedy, gdy jest chory — i niczego nie zmienił fakt, że Tymek wciąga książki jak mały odkurzacz. Wspólne czytanie to wspólnie spędzony czas — on to lubi, my to lubimy i nie widzimy powodu, by z tego zwyczaju rezygnować.

Matylda

Historia Matyldy zaintrygowała nas oboje, choć na początku usłyszałam kilka protestów, że to pewnie będzie nudne, bo o dziewczynie. Świat Roalda Dahla nie jest jednak pastelowy ani ładny, to przerażający i brutalny obraz życia i szkoły. Nie skończyliśmy książki wspólnie. Moje starsze dziecko doczytało ją samo dzień czy dwa później, bo nie mogło się doczekać, aż będę miała czas. Opowieść o Matyldzie naprawdę go wciągnęła i długo później o niej opowiadał.

Kim jest Matylda? Matylda to genialna córka państwa Piołunów — znacie gorszych rodziców?

Zanim Matylda skończyła trzy lata, nauczyła się czytać z gazet poniewierających się po domu. W wieku czterech lat czytała szybko i płynnie, no i oczywiście zaczęła wzdychać do książek. Ale jedyną książką w tym oświeconym domu była „Łatwa kuchnia”, należąca do jej matki. Kiedy przeczytała to dzieło od deski do deski i nauczyła się wszystkich przepisów na pamięć, stwierdziła, że musi rozejrzeć się za czymś bardziej interesującym.

— Tato, kupiłbyś mi książkę? — zapytała.

— Książkę? — zdziwił się. — A po co ci jakaś zakichana książka?

— Do czytania, tato.

— A co, telewizja już ci się nie podoba? Mamy piękny, dwunastocalowy telewizor, a ty chcesz książkę! Rozpuściłaś się, mała!

Tymek bardzo chciał wiedzieć, czy naprawdę istnieją tacy rodzice: ledwo zauważający własne dzieci, niezainteresowani niczym oprócz oglądania telewizji, leniwi, niedoceniający zdolności własnej córki, marzący tylko o tym, kiedy się jej w końcu będą mogli pozbyć… Uff, chciałabym móc powiedzieć, że takich rodziców nie ma, że Roald Dahl po prostu wyolbrzymił zwykłe wady, a w efekcie Piołunowie zamienili się w potwory.

Mam jednak naprawdę nadzieję, że nie istnieją tacy nauczyciele, jak pani Pałka, dyrektorka szkoły, do której trafiła Matylda. Głównym hobby Pałki jest rzucanie dziećmi za włosy i nękanie ich na tysiąc różnych sposobów. Szkoła w tej książce to miejsce tortur — szybko trzeba poznać panujące tutaj zasady, by przetrwać. Mnie włosy jeżyły się na głowie, a Tymek zaśmiewał się do łez. Wizja nauczyciela, który rzuca dzieckiem, była dla niego tak absurdalna, że w żaden sposób nie mógł jej odnieść do własnej rzeczywistości, na szczęście!

No tak, właściwie z tego wpisu wynika, że książka Roalda Dahla to wzbudzający grozę horror 🙂 Historia Matyldy to piękna, iskrząca się humorem baśń, w której wygrywa dobro, choć zło jest okrutne, bardzo silne i ma wielu zwolenników. Mało jest w tej opowieści pozytywnych bohaterów (właściwie tylko Matylda i jej wychowawczyni, pani Miodek), ale wszystkie postacie są bardzo wyraziste i zróżnicowane. No i wszystkie mają znaczące nazwiska. Akcja toczy się wartko, co chwila coś się dzieje, Matylda odkrywa w sobie właściwości telekinezy, a jej tato okazuje się znanym oszustem — nie można się nudzić.

Zdecydowanie jednak nie przeczytałabym tej książki dziecku, które jeszcze nie ma za sobą doświadczeń szkolnych. Mam wrażenie, że plastyczna wizja szkoły jako miejsca, gdzie gnębi się dzieci fizycznie i psychicznie, mogłaby na długo zapaść w pamięć. Szkolniak, najlepiej z poczuciem humoru i umiejętnością dostrzegania groteski — jak najbardziej. Przedszkolak — raczej nie, żeby przypadkiem nie zrazić do szkoły.

A wiecie, jaki był dodatkowy efekt lektury? Tymek bardzo serio potraktował listę lektur przeczytanych przez Matyldę w wieku pięciu lat i uznał, że koniecznie musi je poznać. No bo jak to — przecież też szybko czyta i lubi długie książki. Lista jest ambitna — będzie mógł zacząć od Dickensa i Oliviera Twista. Zobaczymy, czy da radę.

Roald Dahl, Matylda, kolekcja Cała Polska czyta dzieciom, 2008

4 uwagi do wpisu “Roald Dahl, „Matylda” – i co z tego wynikło

  1. Miałam podobne wrażenia jak czytałam Matyldę po raz pierwszy – okropni ludzie, straszna szkoła – nawet zaznaczyłam sobie na książce żeby nie dawać córce do czytania nim skończy 12 lat. Jednak przy drugim czytaniu kilka lat później zmieniłam zdanie i myślę że książka nie jest zła.

    Polubienie

    • Nie jest zła, może trochę kontrowersyjna. Myślę, że warto, aby dzieci znały różne style pisania i różne obrazy świata, a Matylda nadaje się do tego bardzo dobrze. Tymek bardzo lubi wszystko, co absurdalne, więc Matylda mu pięknie podpasowała i pozwoliła także przełamać schemat nudnych książek o dziewczynach 😉

      Polubienie

Odpowiedz na Karotka Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s