Albert Albertson

Znacie Alberta? Jeśli nie, to koniecznie musicie poznać, bo Albert – tutaj zacytuję opis z Zakamarków – jak każdy „kilkulatek czasem ma problemy z zasypianiem, potrafi rano strasznie się grzebać przed wyjściem do przedszkola i jest niezwykle pomysłowy, zwłaszcza jeśli bardzo czegoś chce. Dzieci rozpoznają w Albercie swoje zachowania i emocje – radość zabawy, ciekawość świata, nieograniczoną fantazję, ale też złość, zazdrość czy strach”. Nic dodać, nic ująć – przygody Alberta to lektura obowiązkowa każdego przedszkolaka.

Piotruś z radością słucha każdej książeczki o Albercie, ale ma swoje ulubione. Jedną z nich jest „Dobranoc Albercie Albertsonie”, którą po cichu nazywamy z mężem „poradnikiem, jak dręczyć rodzica”.

Dobranoc, Albercie Albertsonie

Obaj moi synowie zaśmiewali się z Taty Alberta, który przyniósł sok, wytarł podłogę, zmienił pościel, tropił lwa… Wszytko po to, by jego synek w końcu zasnął. Czy jest jakiś rodzic, któremu nie zdarzyło się zasnąć przed dzieckiem lub razem z nim? Mnie się zdarza, więc ta książeczka trafia także do mnie. Bałam się przez moment, że chłopcy będą powielali pomysły Alberta dla samej zabawy i chęci odgrywania scenek, ale spotkało mnie przyjemne zaskoczenie. Obaj stwierdzili, że nie wolno się tak zachowywać i już. Wymyślają więc własne sposoby na wydłużenie i utrudnienie (rodzicom) procesu usypiania.

Drugą książką o Albercie bardzo lubianą przez Piotrusia jest „Nieźle to sobie wymyśliłeś, Albercie”.

Nieźle to sobie wymyśliłeś, Albercie

Tym razem Tatuś chciałby spokojnie poczytać gazetę, więc pozwala Albertowi pobawić się swoją skrzynką z narzędziami. Ech, chyba każdy wie, o co chodzi. Jak miło czasami nie patrzeć, co robi dziecko i zająć się swoimi sprawami. A że później czasami spotyka nas niespodzianka, no to cóż 🙂

Gunilla Bergström cudownie portretuje świat dziecka i jego relacji z dorosłymi. Zdumienie tym, jak dziwni i naiwni bywają dorośli. Próby wciągnięcia dorosłych do zabawy i sprawdzenia, czy dadzą się nabrać. Chęć naśladowania dorosłych prac. Potrzebę wspólnego przebywania i zabawy z nawet najbardziej zajętym Tatą (mamą też). Moi synowie rozpoznają w zachowaniach Alberta swoje emocje i uczucia, łatwiej im przyznać, że sami się zachowują podobnie, łatwiej im także ocenić, czy tak można, czy nie. Autorka na kilku stronach potrafi nakreślić prawdziwy, choć odrobinę przejaskrawiony, obraz relacji dorosłego i dziecka – pozbawiony jakiegokolwiek dydaktyzmu. Warto zajrzeć do książeczek o Albercie.

Reklamy