Herve Tullet

Czasami bywa tak, że książką, która bardzo, bardzo mi się podoba,  w żaden sposób nie mogę zainteresować moich synów – najczęściej ku mojej rozpaczy. Innym razem lektura podoba się od razu, zdarza się też tak, że moi chłopcy pałają entuzjazmem do książek, na które ja kręcę nosem. No cóż, trzeba po prostu z pokorą uznać, że mamy różne gusta i trzeba to szanować 🙂

Książki Hervego Tulleta okazały się jednak strzałem w dziesiątkę – Piotrek zapałał do nich miłością tak wielką, że aż mnie to zaskoczyło. Od razu może warto powiedzieć, że są to książki raczej dla młodszych dzieci i przedszkolaków – Tymek popatrzył, przeczytał, pokiwał mądrze głową, że ciekawe – i wrócił do swoich lektur. Spokoju jednak nie zaznał, bo młodszy brat, gdy już rodzice po długich chwilach zabawy odmówili współpracy, poszedł go męczyć prośbami o czytanie albo „czytał” mu sam, nie zważając na protesty.

Z biblioteki przynieśliśmy dwie książki Tulleta: „A gdzie tytuł?” i „Naciśnij mnie” wydane przez wydawnictwo Babaryba.

Herve Tullet, Naciśnij mnie

Herve Tullet, A gdzie tytuł

W tych książkach nie ma okienek do otwierania, przycisków do naciskania. Nie trzeba montować w nich baterii ani podłączać do prądu, a są to w pełni interaktywne książki – Piotruś klaskał, śpiewał, trąbił, skakał, a przede wszystkim śmiał się w głos. I nie miał ochoty skończyć zabawy 🙂

„Naciśnij mnie” to kilka kolorowych kropek na kartce – dziecko coś robi, a na następnej stronie widzi efekt tego, co zrobiło. W dobie komputerów, internetu i telewizji moje zafascynowane dziecko machało książką w lewą stronę i z radością zauważało, że kropki na kolejnej stronie przesunęły się w lewo. Czary czy co? Tymek próbował mu tłumaczyć, że przecież to jest tak narysowane…. To wszytko było nieważne, Piotruś świetnie się bawił, oglądając książkę od początku do końca, potem od końca do początku, potem od środka, a potem zaczął wymyślać własne polecenia i wciągać do zabawy całą rodzinę: mamo, a teraz weź książkę i skocz z kanapy i zobaczymy, co się stanie. Dla mnie to naprawdę rewelacyjny pomysł na świetną zabawę i rozbudzenie kreatywności, bo przecież potem można było narysować własne przygody kropek. A tak wygląda zwiastun promocyjny książki:

Druga książka wywołała równy entuzjazm. „A gdzie tytuł?” to spotkanie z bohaterami książki, której autor jeszcze nie skończył. Postacie są dopiero naszkicowane, ale za to zachwycone faktem, że odwiedziło je jakieś dziecko. Piotrusiowi ogromnie podobał się Potworzasty, a potem zaczął tworzyć swoje własne książki: bo przecież on też potrafi tak rysować…

Przez kilka dni w domu co chwila słychać było radosne: Autor, autor, a potem śmiech Piotrka. Oglądał i opowiadał sobie tę książkę sam, a Tymek ukrywał się po kątach, żeby przypadkiem nie musieć jej czytać po raz pięćdziesiąty któryś…

No a teraz czekamy na następne książki Tulleta i mamy nadzieję, że okażą się równie świetne.

Reklamy